Długo nic tutaj nie pisałam, ale czas jest wyjątkowy i poczułam zew pióra a może bardziej klawiatury…;-).

Przypomniało mi się ćwiczenie „Przystanek”, od którego wzięła się nazwa „Przystanek Cisza” na określenie całodziennego treningu mindfulness w ciszy.

Ćwiczenie to z grubsza polega na tym, że z praktyki uważnego chodzenia przechodzimy do coraz szybszego zmierzania w stronę miejsca oznaczonego jako przystanek, skąd ucieka nam autobus i jesteśmy „zmuszeni” czekać na następny. Taka chwila refleksji…

Każdy z nas ma 10 minut, które możemy potraktować jako przeszkodę, stratę czasu, przeciwność losu, pech i co tam jeszcze sobie wymyślimy. Możemy też uznać, że  zamiast przemieszczać się do domu, pracy, na spotkanie możemy zrobić cokolwiek.

Przechadzać się z irytacją tam i z powrotem, przeżuwając gorycz rozczarowania, albo usiąść, zajrzeć do maili, napisać smsa, zaplanować dalszą część dnia, wspomnieć i podsumować poprzednie zajęcia z tego dnia, z wczoraj, pomarzyć o urlopie lub o randce. Cokolwiek, byle zabić ten nudny, zmarnowany czas.

Ba! możemy nawet zdecydować, że wbrew nawykom… pozostaniemy  obecni nie pozwalając sobie na ucieczkę z tej niewygodnej sytuacji.

Jeśi w pełni świadomie postanowimy przyjąć to czym nas obdarza bieżąca chwila – wrażeniami ze zmysłów, sygnałami z ciała, myślami, emocjami, jeśli przestroimy swój oddech z fizjologicznego, instynktownego procesu na akt świadomości – może się okazać, że ta właśnie chwila – realna, teraźniejsza, tutejsza z całą swoją niewygodą jest darem, który warto docenić  i w pełni wykorzystać. Oto Życie postanowiło obdarować nas 10 minutami, które możemy wykorzystać inaczej, niż zaplanowaliśmy…

Epidemia koronawirusa oprócz wszystkich swoich ciemnych stron, o których nie chce mi się tu pisać, podarowała większości z nas możliwość spędzenia kilkunastu dni inaczej niż zaplanowaliśmy…

Co zrobić z tym czasem, gdy już wszystkie zaległe sprawy zostaną załatwione, wszystkie zakamarki mieszkania, biurka i komputera uporządkowane…

Może nic nie robić?

Może po prostu być obecnym i delektować się życiem ze wszystkim, co nam przynosi?

Może je wreszcie docenić bez stawiania warunków?