Mam to szczęście, że w swoim życiu zawodowym spotykam wiele niezwykłych, ciekawych osób. Te spotkania uczą mnie i wzbogacają nie tylko zawodowo, też osobiście. Bywa, że z czasem, z biegiem wspólnej praktyki i innych przygód niektórzy z moich uczniów stają się Przyjaciółmi. Zdarza się również, że relacja kończy się wraz z treningiem, kursem, programem i potem kiedyś, czesami spotykamy się na kolejnych etepach tej ścieżki. Albo i nie. Tak też jest w porządku.

Zdarza się bardzo rzadko, ale się zdarza, że z powodów, których nie udaje mi się odkryć taka znajomość staje się trudna, wręcz bolesna. Dla wielu osób nauczyciel może być obiektem przeniesienia albo zasady, których przestrzegania wymagam okazują się zbyt trudne i w ten sposób odreagowują. I na to mam zgodę.

Niestety bywam też obiektem nadużyć i przemocy. W różnej formie. I na to zgody nie mam. Nie jestem z tych, co nadstawiają drugi policzek, zapominają urazy i uzdrawiają relacje kosztem wyrzeczenia się swoich wartości. Bardzo wyraźnie czuję, kiedy i w jakich okolicznosciach moja granica przyzwoitości została przekroczona i wtedy koniec pieśni. Koniec znajomości. Czasami  okoliczności zmuszają mnie do kontaktów z taką osobą, lecz są one wyłacznie służbowe, związane z określonym projektem. Prywatnie, jako człowiek nie chcę już mieć do czynienia z osobą zdolną do takich zachowań. Nieważne, że były one skierowane przeciw mnie, po prostu same w sobie są dla mnie nie do przyjęcia u osoby, którą muszę szanować, żeby się z nią zadawać. I to jest nieodwracalny proces.

Doceniam w sobie tę właściwość, ale jest też ona dla mnie w pewnym stopniu nieoczywista.

Jako nauczycielka mindfulness często mówię, że Mindfulness jest rodzoną siostrą Compassion, że praktyka uważności z czasem buduje postawę współczucia i serdeczności. Wobec siebie i wobec innych. Mogłoby się więc wydawać, że adepci, a tym bardziej nauczyciele mindfulness są pełni dobroci, wyrozumiałości i cierpliwości. Ja również. Owszem, ale….ufam temu co czuję i czasem się zastanawiam jak to się we mnie mieści. Z jednej strony spora dawka wyrozumiałości i jednocześnie tak wyraziste poczucie granic. Trudno to wyjaśnić sobie a cóż dopiero komuś innemu.

Aż tu raptem – dar z niebios! Felieton Grażyny Plebanek z sierpniowych Wysokich Obcasów a w nim słowo klucz. Ilunga!

Słowo, które można przetłumaczyć „Pierwszy raz przebaczasz, drugi raz tolerujesz, ale trzeciego razu już nie ma”.

Czyli moimi słowami (jednak!) – Twoje dwa wyczyny wyeliminowały Cię bezpowrotnie z mojego świata. Ufff! co za ulga.    Skoro jest takie słowo, to znaczy, że jest nas więcej tak pojmujących swoje granice. Dziękuję Pani, Grażyno Plebanek!

 


Warning: Parameter 1 to W3_Plugin_TotalCache::ob_callback() expected to be a reference, value given in /inspiro/wp-includes/functions.php on line 3653