Jaki jest dla mnie sens praktyki Mindfulness w odosobnieniu? O co w niej chodzi, w jaki sposób wpływa na osoby praktykujące?

I dlaczego w ciszy, co w tej ciszy jest tak cennego, że warto powstrzymać się od rozmów i nawiązywania relacji w gronie współpraktykujących, czyli ciekawych, pięknych, miłych osób, do których ciągnie nas ciekawość, otwartość, pragnienie bliskości z osobami o podobnym pomyśle na siebie…?
Te pytania są przy mnie od chwili, gdy pierwszy raz, wiele lat temu zdecydowałam wziąć udział w odosobnieniu medytacyjnym. Nadal są żywe, napływają ze wspomnieniami, pojawiają się podczas praktyki i podczas planowania następnych odosobnień.
Nie zależy mi na znalezieniu odpowiedzi, lecz otwarciu się na inspirację płynacą z naszego wspólnego doświadczenia.
Odosobnienie pojmuję jako formę medytacji mindfulness.
W całości.
Od przybycia na miejsce, przywitania się aż do wyjazdu.
Niezależnie od długości odosobnienia – to jedna medytacja.
Bogata, różnorodna całość, w której osoba praktykująca poznaje siebie.

W ciszy odosobnienia praktyk może łatwiej zadać sobie te wszystkie pytania,  na które w zabieganiu i natężeniu codzienności nie brakuje przestrzeni. Ma możliwość zmierzyć się ze swoimi spełnionymi i niespełnionymi potrzebami, pragnieniami i głodami. Zdać sobie sprawę ze sposobów, jakimi próbuje je zaspokoić.Ma okazję zdemaskować własne mechanizmy funkcjonowania, które nie służą zdrowiu, szczęściu, spełnieniu, zobaczyć jak automatyczne reakcje odcinają od doświadczania rzeczywistości i skazują na życie w schematach i pozorach.

Już dziś, za kilka godzin rozpoczynamy odosobnienie zimowe w ciszy.

Ciekawe, co przyniesie tym razem.