Od zawsze jest mi bliska idea ochrony jedzenia przed marnowaniem. Moja Babcia, która mnie wychowała zawsze mówiła, że dopóki jest choćby jedna głodna osoba  – żaden przyzwoity człowiek nie może wyrzucać jedzenia.

To ciekawe, że Babcia wpoiła mi parę dziesięcioleci temu kilka fundamentalnych zasad,  obecnie na nowo odkrywanych przez Młodych Wrażliwych i Aktywnych. Z tego, jak mniemam wziął się pomysł na Jadłodzielnie, chętnie powielany w niektórych środowiskach.

Cudna inicjatywa, byłam głęboko poruszona, gdy odkryłam, że niedaleko mojego domu jest miejsce, gdzie głodni mogą wpaść i poczęstować się tym, co tam zastaną. Od razu uruchomiła mi się empatia i wyobraźnia – ugotowałam coś pysznego, pozamykałam w słoiki, opisałam i popędziłam w stronę tej Jadłodzielni z sercem otwartym na tych Młodych Wrażliwych, których  miałam nadzieję tam zastać. Już się cieszyłam na serdeczny kontakt, wymianę, nie wiem, co jeszcze…Już wymyślałam, jak wygospodaruję sobie wolny czas na wolontariat, żeby wesprzeć tę przecudną ideę swoją realną energią życiową.

Po adresie nie zorientowałam się, że ta Jadłodzielnia jest w hallu Teatru Powszechnego ale w końcu ją znalazałam. Przed budynkiem teatru stoi szafka, do której zaczęłam wstawiać te swoje słoiki, jeszcze ciepłe. Już się cieszyłam, że od teraz ktoś może podejść i się poczęstować. Tak po prostu z ulicy, o nic nie pytany.

Nie zauważyłam, że obok siedzą i palą dwie Młode Wrażliwe i Aktywne, które protekcjonalnym tonem pochwaliły mnie i tym samym tonem pouczyły, że tu się tego nie zostawia. Gdy niedowierzałam – wyjaśniły, że tej szafki zaraz jakiś pies wyciągnie to jedzenie (!!!słoiki!!!), a w środku, w kawiarni jest lodówka, do której należy wstawić przyniesione jedzenie.

Ok. Weszłam do prawie pełnej kawiarni, przepchnęłam się między stolikami wywołując niejakie zamieszanie moją wielką torbą podzwaniającą szkłem. Gdy zaczęłam   wstawiać do lodówki te swoje słoiki – inny Młody Wrażliwy i Aktywny zza baru pouczył mnie donośnie, że należy tam wstawiać słoiki czyste, z jedzeniem nadającym się do spożycia i porządnie opisanym na nalepce. Wszyscy obecni przerwali na chwilę swoje zajęcia i wysłuchali moich tłumaczeń, że to, co przyniosłam spełnia te kryteria.

Nie należę do nieśmiałych i łatwo się płoszących osób, ale to była naprawdę przykra chwila….Może tym bardziej bolesna im bardziej się cieszyłam na spotkanie i kontakt z Gospodarzami tego miejsca – Młodymi, Wrażliwymi, Aktywnymi…

Swoją drogą, jeśli tak traktują oni tych, którzy jedzenie przynoszą – to jak traktują tych, którzy po jedzenie przychodzą?

I czy wiedzą, że nie zawsze najważniejsze jest  CO się oferuje, ale JAK się to robi i z JAKĄ INTENCJĄ … (to też nauka mojej Babci).

Mam bogatą wyobraźnię, ale jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że ktoś głodny w prawdziwej potrzebie przepycha się przez tą kawiarnię do tej lodówki, nie zważając na zainteresowanie klientów popijających kawę i na to, co ewentualnie powie donośnie ktoś z Młodych Wrażliwych i Aktywnych. I czy w ogóle są tacy, którzy tam wracają?

Bo ja już dziękuję.