Wróciłam z odosobnienia. A właściwie wciąż wracam, od tygodnia….  Choć jako współprowadząca nie miałam tego 100% przywileju milczenia, ale moc ciszy mnie zasiliła i wymusiła swoje… Dla mnie milczenie jest jak dieta szczególnego rodzaju, podczas której bardzo ograniczam ilość i starannie wybieram jakość przyjmowanych pokarmów.

Kto kiedykolwiek pościł – wie, że po pewnym czasie dyskomfortu żołądek się zmniejsza i może pomieścić znacznie mniejsze ilości jedzenia niż w „normalnym”, czyli bylejakim trybie odżywiania się. Mam wrażenie, że po tej dawce ciszy, jaką sobie ostatnio podarowałam mój narząd rozmowy (cokolwiek to jest –  jeszcze nie wymyśliłam  jego nazwy :-)) znacznie sie skurczył. Mam odczuwalnie mniejszą zdolność pomieszczenia w sobie słów i słówek różnych, dźwięków i hałasów zakłocających moją wewnętrzną ciszę. Wszystkie  wymiany zdań, spojrzeń, uśmiechów, sms-ów, maili, w których uczestniczę wydają mi się bardzo nadmiarowe w stosunku do moich obecnych potrzeb i możliwości.

Przesyt.

To nie pierwsze odosobnienie w moim życiu. Zawsze dotąd tak było. Najpierw trudno i zmniejszony apetyt na kontakty, znacznie ograniczona pojemność narządu rozmowy, a potem z dnia na dzień coraz oczywiściej przyjmuję, biorę udział, włączam się… Mój narząd rozmowy po pewnym czasie znów się rozciąga i nawet nie zauważam jak wiele szumu jest moim udziałem. Szumu emocjonalnego, mentalnego, nie wspominając już o medialnym. Ale czy to o to chodzi, żeby pozwalać na stopniowe zanikanie efektu praktyki?  na traktowanie nowych stanów umysłu jako przelotnych fanaberii? na wracanie do starych złych nawyków? No nie. Przecież pragnę trwałych efektów, zależy mi na zmianie, na postępie…

Ciekawe jak tym razem potoczy się mój proces powracania poretreatowego. Narazie idzie mi opornie – zapotrzebowanie na rozmowy jeszcze się nie zwiększyło.

 


Warning: Parameter 1 to W3_Plugin_TotalCache::ob_callback() expected to be a reference, value given in /inspiro/wp-includes/functions.php on line 3653