Czy to z odwiecznego marzenia, żeby rozumieć co mówią zwierzęta i to nie tylko w noc wigilijną czy z innych, kompletnie mi nie znanych powodów wszystkie babcie, ciocie, nianie i opiekunki uważają za swój najświętszy obowiązek edukowanie małych dzieci w językach zwierzęcych. One to i część rodziców jak Polska długa i szeroka katują maluchy zadając pytania o to, jak mówią nasi ulubieńcy.

I tak to bystre dzieci uczą się odpowiadać zgodnie z oczekiwaniami, że kotek miau a piesek hau, że krówka mu a kurka koko…

Szczerze – jest to jedna z tych zabaw, która zwłaszcza uprawiana w komunikacji publicznej na wysokich decybelach przyprawia mnie o deszcze.

A potem mówię, że nie lubię dzieci… Chociaż tak naprawdę nie lubię tego, co opiekunowie wyprawiają z dziećmi w imię ich edukowania, zwłaszcza gdy ja jestem zmuszona być świadkiem tych wyczynów.

Ale wracając do języków zwierzątek – dziś miałam okazję posłuchać „co mówią” małe bocianięta w gnieździe. Otóż ku mojemu zdumieniu – one wcale nie mówią klekle. Okazało się, że nawołują rodziców głosami najbardziej przypominającymi popiskiwania, jakie znam z legowisk kociąt i szczeniaków. Początkowo myślałam, że kotka sąsiadów się okociła w zaprzyjaźnionym ogrodzie, ale z czasem skojarzyłam zwiększającą się głośność tych dźwięków z pojawianiem się mamy Bocianowej i/lub taty Bociana w gnieździe. Bo małe, gdy są same, siedzą jak myszy pod miotłą i nawet kupy nie robią, żeby nie zwracać na siebie uwagi potencjalnych zabójców.

A jak tylko poczują się bezpieczniej po opieką któregoś ze starszych i akurat nie chce im się wołać o jedzenie – wystawiają kupry poza gniazdo i z rozmachem iście strażackim pozbywają się resztek poprzedniego posiłku. Pierwszy raz oglądałam dziś to widowisko własnymi oczami. Towarzyszył mi Leo, który 85 lat temu urodził się w sąsiedniej zagrodzie na Warmii. Potem był zmuszony opuścić swój Heimat i obecnie mieszka w Salzburgu. Opowiadał, że za czasów jego dzieciństwa w każdej okolicznej zagrodzie było bocianie gniazdo. Co roku pod koniec marca, gdy bociany przylatywały do swoich gniazd mieli dzień wolny od zajęć szkolnych. Nic więc dziwnego, że tak były one kochane przez uczniaków. Leo do dziś wspomina z to sentymentem zachwycając się i tym jak gadają i tym jak srają. Nie mam tak wzruszających wspomnień jak Leo, ale muszę przyznać, że możliwość obserwowania życia bocianiej rodziny bardzo mnie poruszyła. W domu tego nie mam. Warto było jechać na Warmię.


Warning: Parameter 1 to W3_Plugin_TotalCache::ob_callback() expected to be a reference, value given in /inspiro/wp-includes/functions.php on line 3658